czwartek, 20 września 2012

Za górami, za lasami...

... za morzami i rzekami, przed dawnymi bardzo laty kiedy kozojeby byli jeszcze normalnymi ludźmi (czyli tak z tysiąc lat temu) - świat arabski przeżywał cywilizacyjny rozkwit o którym krótko przy pysku trzymana przez papiestwo Europa nie mogła nawet marzyć. Zrobione z moheru flagi z krzyżami zasłaniały wszystko a zakute w hełmy europejskie łby po prostu nie były w stanie przepuścić tego, co działo się w arabskiej kulturze, nauce i arabskich społeczeństwach.
Podczas gdy w Europie nauki nie było - bo trudno nazwać naukowcem kogoś, kto pół życia bada ile też diabłów mieści się na czubku szpilki - uczeni arabscy tysiąc lat temu znali już obwód kuli ziemskiej, znali zastosowanie zera, chemia nie była tam domeną szatana podobnie jak metalurgia,  potrafiono usunąć kataraktę i zrobić trepanację czaszki, gromadzono, czytano i tłumaczono książki..
Serio - Harun ar Raszid (albo jego tatuś - nie chce mi się sprawdzać) o którym opowiadała Szeherezada płacił za każdą przetłumaczoną książkę jej wagę w złocie (czegokolwiek książka dotyczyła) i dostęp do tych ksiąg mieli niemal wszyscy umiejący czytać.
Arabowie dobrowolnie się myli - a u nas ciągle jeszcze trzeba do tego ludzi namawiać.
Rozwijali handel i produkcję na jak największą skalę - Europejczycy do dziś żyją w przekonaniu, że do zamożności dochodzi się złodziejstwem.
Utrzymywali ożywione kontakty z Indiami i Chinami czerpiąc ile się dało z tych kultur podczas gdy w Europie wszystko co "obce" automatycznie budziło otwartą wrogość.
Dla Arabów fakt, że ktoś jest czcicielem innego bóstwa niż oni nie był powodem do "wdrażania śledztwa" z wyrywaniem paznokci, ludzie cieszyli się swobodą podróżowania i osiedlania się gdzie chcieli.
Żaden kalif nie był właścicielem miasta ani ludzi a jednak troska o poddanych była oczywistym i niekwestionowanym obowiązkiem.
Czasy były brutalne ale w razie wojny żadnemu arabskiemu władcy do łba nie przyszło by po zdobyciu jakiegoś miasta wyrzynać WSZYSTKICH mieszkańców a samo miasto równać z ziemią co u "chrześcijańskich" Europejczyków było zwykłym postępowaniem.
Jednym słowem - podczas gdy w Europie lud (arystokracja też) odziany w skóry brodził w błocie i gównie mając za "duchowych" przewodników ciemniaków nie potrafiących nawet składnie kłamać - świat arabski jawi się jako oaza kultury, sztuki i nauki.

W związku z tym rodzi się pytanie

 - Co sprawiło, że Arabowie cywilizacyjnie stoczyli się do poziomu troglodytów a ich miejsce w cywilizacyjnym rankingu zajęli barbarzyńscy ciemniacy z Europy?

Odpowiedź jest oczywista dla każdego, kto jest nie tylko homo ale i sapiens i ma nieco odwagi by samodzielnie pomyśleć.
Powody są dwa; oto powód pierwszy:
Europejczycy mieli coś, czego nie miał świat arabski - dzięki poręce Konstantyna "Wielkiego" mieli przeniesiony przez papiestwo z czasów imperium rzymskiego sposób zarządzania.
Rzecz jasna - zmodyfikowany i pozbawiony jego słabości, które doprowadziły Imperium do upadku.
Papiestwo mniej czy bardziej świadomie mocno skonsolidowało ówczesną Europę dbając o poszerzanie i umacnianie wpływów bez najmniejszych skrupułów manipulując w tym celu religią.
Wielki wysiłek wkładano w utrzymywanie Europejczyków w ciemnocie w jaką popadli po runięciu Imperium Romanum.
Rzymianie wymagali od podbitych ludów jedynie lojalności i podatków pozwalając zachować im własny styl życia, własną kulturę, obyczaje i religie. Szczodrze przy tym dzielili się Rzymianie własnymi osiągnięciami i bez wielkich oporów przejmowali wszystko, co było korzystne albo co się im po prostu spodobało.
Imperium dzięki temu kwitło ale tylko do czasu.
Bo to, co umożliwiało jego rozwój - było jednocześnie przyczyną jego upadku.
W pewnym momencie ogrom Imperium sprawił, że niemożliwe stało się efektywne nim zarządzanie i w ogóle - utrzymanie nad nim kontroli. A brak kontroli nad różnorodnością wpisaną w rzymską filozofię rządzenia w sposób nieunikniony spowodował że tu i ówdzie podano w wątpliwość wszechmoc Rzymu i skończyło się jak się skończyło.
Zlekceważyli też Rzymianie (albo nie docenili jego siły) najpotężniejszy imperatyw kierujący ludzkim postępowaniem - potrzebę wiary w transcendencję. Zlekceważyli, mimo, że znali jego siłę.
Budując na nim własną potęgę - powątpiewanie w boskość cezarów traktowane było jako zdrada główna i karane było bezapelacyjnie śmiercią - wiedzieli że nie mogą dyskryminować obcych "bogów". Wojna z ich wyznawcami kosztowałaby wiele czasu i wysiłku, woleli więc bogów pozostawić w spokoju kontentując się władzą polityczną. No ale... z potrzebą wiary w transcendencję nierozerwalnie wiąże się potrzeba autorytetu a ludzie mają dziwną skłonność do łączenia tych dwóch odrębnych przecież spraw a to owocuje bezmyślnym fanatyzmem.
W starciu zaś z fanatykami osłabione wewnętrznymi niesnaskami Imperium Rzymskie nie miało na dłuższą metę szans. Żadnych.

Papiestwo nie popełniło tych błędów i twórczo rozwinęło metody zarządzania.
Przede wszystkim papiestwo nie miało nigdy zamiaru wystawiać się na ostrzał zagarniając władzę polityczną. Po co to robić, skoro dzierżąc rząd dusz i tak ma się wpływ na wszystko inne?
Skupili się więc papieże na transcendencji ale w odróżnieniu od Rzymian nie tolerowali istnienia innych kultów.
Zdając sobie jednak sprawę z trudności z ich wytępieniem - papiestwo najzwyczajniej adaptowało je jako "chrześcijańskie", nawet te najpotężniejsze.
Izyda, Mitra, wszelkie pomniejsze bóstwa zostały "ochrzczone", dosztukowano do nich mniej lub bardziej sensowne legendy i tym prostym sposobem spacyfikowano kłopoty zanim jeszcze zdążyły się ujawnić.
Po wtóre jak najsłuszniej uznali "duchowi" macherzy, że wszelkie nowinki, najbardziej nawet dla ludzi użyteczne są z ich punktu widzenia szkodliwe.
Przecież jeśli się dopuści do tego, że chory człowiek zostanie wyleczony przez jakiegoś łapiducha a nie dzięki modłom szamana to raz, że kasa za leczenie trafi nie tam, gdzie "trzeba" a dwa - ucierpi na tym szamański autorytet, bo okaże się, że w ważnej jakby nie było dziedzinie ludzkiego życia nic od szamana nie zależy. Ludzie co prawda zdychali na katar ale autorytet trwał i rósł - a to przecież nieporównanie ważniejsze niż życie byle kogo.
Książki? "Obca" myśl filozoficzna? Religie? Powariowaliście? Przecież nawciskano ludziom takich głupot, że zestawienie ich z jakimikolwiek, najbardziej nawet odjechanymi filozofiami nie tylko niechybnie ośmieszy kościelnych mędrców ale i zdemaskuje sam "kościół" jako twór absurdalny i podporządkowany realizacji urojeń żądnych władzy ciemniaków.
Żadnych nowych myśli, starych zresztą też nie a nawet - i mniej myśli w ogóle tym lepiej! Lud jak zacznie myśleć ty tylko potem są z tego kłopoty.
Nauka? A jakie ma znaczenie jakaś tam nauka wobec zbawienia? Żadnego znaczenia nie ma przecież, szczególnie, że rzymscy mądrale sami byli ciemniakami więc nie mogli dopuścić, by inni byli mądrzejsi.
No i to oni mieli na zbawienie monopol a monopol to taka fajna rzecz..
Że jakiś tam lud ma swoją kulturę i obyczaje? Jak się da obyczaj "ochrzcić" (no taki na przykład śmigus dyngus) to ok, jeśli nie - wyrugować! Najlepiej wyrzynając opornych.
Papiestwo zdołało przekonać ludzi, że to z Rzymu płynie wszelka mądrość i tam bije źródło władzy - król nie był żadnym królem o ile nie koronował go rzymski namiestnik.
Powstało więc na gruzach Imperium Rzymskiego inne imperium, będące jego zdegenerowaną mutacją.
Pozornie królestwa były niezależne i kierowały się własnymi interesami, faktycznie jednak były sterowane przez papieży dzierżących bezwzględnie rządy dusz i kontrolujących wszystkie dziedziny życia w Europie.
Rzecz jasna - wszyscy wkoło temu zaprzeczają ale faktem pozostaje, że cała Europa podzielona została na parafie i biskupstwa, w każdej wiosce albo stał kościółek albo w pobliżu było jakieś opactwo "opiekujące się" okolicą, na każdym dworze książęcym i królewskim papieski legat miał sporo do powiedzenia, podatki "na kościół" dorównywały tym (albo i przewyższały) świadczonym na władzę świecką.
Europa de facto była więc naszpikowana agentami wpływu z Rzymu mającymi swobodny dostęp do wszystkiego co ważnego się gdziekolwiek działo, wystarczające środki na to, by na rzeczywistość wpływać i nigdy nie ukrywających, że ten wpływ jest ich celem.
Na marginesie - wiele się w tej kwestii do dzisiaj nie zmieniło, prawda?
Zaprzeczenia więc mają taką wartość jak Clintonowskie 'I did not have sex with that woman".

Stworzyło więc papiestwo super-państwo przy którym dzisiejsza Unia Europejska jest niczym.
Biorąc pod uwagę środki techniczne jakimi dysponujemy teraz - możliwości gromadzenia i przetwarzania danych, obieg informacji i możliwość tych informacji kontrolowania - struktury jakie w Europie zbudowało papiestwa muszą budzić podziw.

Powód drugi
Arabowie nie stworzyli jednego, centralnie sterowanego państwa. Nie przyszło im to po prostu do głowy, islam zresztą nie nakazywał żadnej wymuszonej jedności a żadnemu mulle nie przyszło do głowy by szukać w Koranie czegoś, czego tam nie ma jak do dzisiaj robią to z Biblią katoliccy kombinatorzy.
Arabowie po prostu swoją religię i wiarę (cokolwiek by o niej nie pisać) traktowali poważnie a tym samym nie mieli niezbędnej "bazy" do stworzenia scentralizowanego Imperium.
Jasne - były podejmowane takie próby i było one wcale liczne, część z nich zresztą się powiodło - kłopot w tym, że jeśli nawet komuś udało się zbudować Imperium przez podboje, sojusze i co tam jeszcze to skazane ono było na nieuchronny rozpad. Społeczeństwa feudalne po prostu nie mogły tworzyć imperiów - były zbyt nie tyle może prymitywne ile ich struktura na to nie pozwalała.
Bo imperium to sieć zależności i powiązanych wzajemnie interesów istniejących w społeczeństwie sił i jakaś idea je spajająca - i nie ma znaczenia czy ta idea jest spójna czy absurdalna, przyjęta dobrowolnie czy narzucona została siłą czy podstępem.
Kiedy to wszystko sprowadza się od osoby twórcy imperium - imperium przestaje istnieć w momencie śmieci Imperatora.
Nie mogli więc Arabowie skutecznie stawić czoła zjednoczonej Europie - szczególnie, że ich cywilizacja miała w sobie całe mnóstwo elementów rozpraszających energię w przeciwieństwie do Europy, która zajmowała się wyłącznie walką o dominację (wewnątrz Europy) i realizacją mrzonek dziwacznie odzianych rzymskich szubrawców (wszędzie).
Wystarczyło Arabom energii zaledwie na to, by wygnać zakute europejskie łby z "ziemi świętej" gdzie wleźli gnani obsesją papieży ale to wszystko na co było ich stać.  
Miało to swoje konsekwencje mimo że początkowo nic się nie zmieniło i wszystko pozostało po staremu.
Europa po klęskach w "ziemi świętej" pozostała po staremu pod przemożnym i stale wzrastającym wpływem watykańskich oszustów pieczołowicie budujących swoją władzę i utrzymujących wymuszoną "jedność" a Arabowie w dalszym ciągu zajmowali się swoimi arabskimi sprawami.
Tyle że z orbity arabskich zainteresowań wypadła wiedza i nauka a skupili się na dżihadach, wojenkach i innych pierdołach a sąsiadujące z nimi państewka coraz to usiłowały uszczknąć coś z arabskiego bogactwa.
To skupienie zaś zaowocowało tym, że po wspaniałej niegdyś cywilizacji pozostały ledwie ślady.
I to cała tajemnica stoczenia się świata arabskiego w odmęty bezmyślnego fanatyzmu. (Może nie całego Arabstwa ale znacznej jego części.)

Europa zaś przeciwnie. Co prawda wiele się w panujących stosunkach nie zmieniło ale...
Cała nauka pozostawała pod kuratelą "kościoła" - twięc oczywiste jest, że wszystko, co tylko pojawiło się nowego w nauce, sztuce i kulturze automatycznie stawało się "własnością" tej instytucji i kacykowie nim zarządzający decydowali o tym co trafi do powszechnego obiegu.
Nie trafiało wiele ale istotne jest to, że cała wiedza była w pewien sposób magazynowana i choć nie używana porastała kurzem - była.
Kiedy parę lat później upadło Bizancjum najechane przez nieco bardziej zdecydowanego od pozostałych muzułmańskiego watażkę - uciekinierzy przynieśli ze sobą do Europy całą wiedzę jaką dysponowali - a było tego sporo, bo bizantyjscy patriarchowie nie skupiali się jak ich watykańscy odpowiednicy na niszczeniu wszystkiego co obce - nie mieli zresztą ku temu takich jak Watykan możliwości a i bezpośrednie sąsiedztwo (a więc i wpływy)  innych cywilizacji sprawy nie ułatwiało.

W Europie wówczas powoli dobry fart Watykanu się kończył - a w każdym razie czekało go spore ograniczenie.
Bo raz, że nie da się w nieskończoność trzymać ludzi w otępieniu (kilkanaście stuleci to i tak znakomity wynik) i od dobrych stu lat ludzie powoli się z wyłamywali w czym zresztą "wynalazek" imć pana Gutenberga mocno pomagał.
A dwa - bezlitośnie przez stulecia dławieni "heretycy" nie tylko czemuś mimo starań nie wyzdychali ale jakoś ich przybywało a tu już za chwilę miał w dodatku wyleźć ten bałwan Luter ze swoimi pretensjami.
Ludzie zaczęli odrobinę myśleć a ładunek wiedzy uratowanej z gruzów Bizancjum i przywleczonej przez uciekinierów stworzył swego rodzaju masę krytyczną która wywołała skokowy wręcz rozwój cywilizacyjny.
Niestety - nie udało się pozbyć z Europy zarazy w postaci papiestwa - zdołało ono w znacznej mierze uchronić swoje wpływy a tam, gdzie je uchroniło - nawet wzmocnić.
Mimo tego jednak postęp nie dał się zatrzymać choć bez światłego Watykanu byłby z pewnością o wiele bardziej intensywny.

ps
Tak, wiem, że sporo w powyższej notce uproszczeń i generalizowania.
Nie ma tu miejsca na bardziej szczegółową analizę a istoty rzeczy owe uproszczenia nie zmieniają.
pps.
Tak, wiem, że jestem uprzedzony do papiestwa.
Co poradzę - jestem uprzedzony do każdej zbrodniczej ideologii i instytucji. I dobrze mi z tym
ppps.
Tak, wiem że notka jest "za długa".
Współczuję i boleję :-)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Leszek-,,Tak, wiem że notka jest "za długa".
Taka piguła historyczna swoją objętość mieć musi:)
Pozdrawiam
Karzo

Leszek. pisze...

Ano musi.
Zresztą - większość rzeczy które chce się przedstawić w normalnym świetle wymaga sążnistych opracowań bo są starannie przez lata zamotane.
Kłopot w tym, że żyjemy w cywilizacji obrazkowej i rozmaite matołki twierdzą ze śmiertelną powagą, że "przekaz musi być krótki żeby można szybko przeczytać".
No cóż - szybko to się pchły powinno łapać a krótkie to są seriale w telewizji.