piątek, 16 listopada 2012

Zabawa słówkami

Napiszę dziś o kilku kolejnych słowach i pojęciach z dziedziny moralności i seksu które w powszechnym rozumieniu znaczą coś zupełnie innego niż niegdyś a które to zmiany spowodowały niezłe zamieszanie w sposobie pojmowania świata.
Pozostanie jeszcze konkluzja ale w tej notce się już nie zmieści...
Skoro już przypisano seksowi jako zjawisku i w ogóle seksualności negatywny wydźwięk - należało zająć się i innymi słowami, nie wolno bowiem stanąć w połowie drogi. Ściema musi być możliwie kompletna.

Zobaczmy najpierw jak też papiestwo bazując na nieświadomości ludzi manipuluje tym, co napisano w Biblii.
Znamy wszyscy postać Onana - od niego wiedzie się straszliwy "grzech" onanizmu i jego imię nosi ta zbrodnia.
Zbrodnią bowiem jest kiedy ktoś zabawia się ze sobą zaspokajając się seksualnie bo raz, że seksualne zaspokojenie samo w sobie ciężkim jest przestępstwem a dwa - jest jedno tylko uzasadnienie tego przestępstwa (w żadnym razie usprawiedliwienie - nie ma usprawiedliwienia dla przestępstw chyba że kilka złotych na tacę i oczywiście skrucha). Tym uzasadnieniem jest prokreacja a jak wiadomo solo dość ciężko o zapłodnienie.
Więc - łapki na kołdry bo w piekle są specjalne kotły dla takich co się sami sobą zajmują.
Tymczasem w Biblii rzecz jest przedstawiona zgoła inaczej.
Prawo stanowiło, że jeśli kobieta owdowieje nim urodzi to - o ile mąż miał brata - brat męża powinien niejako w zastępstwie zmarłego spłodzić mu potomka. Był on wówczas de iure synem zmarłego choć miał udział w przywilejach zastrzeżonych dla dzieci biologicznego ojca.
Onan wolał jednak wszelkie przywileje zachować dla własnych dzieci, przeto kiedy bzykał się z żoną zmarłego brata unikał zapłodnienia jej "wylewając nasienie na ziemię" vulgo - odbywał z nią stosunek przerywany.
Łamał w ten sposób nakaz "wzbudzenia potomstwa" bratu i na tym polegała jego zbrodnia.
Onan nie masturbował się - to raz.
Dwa - sypiał z żoną brata, bo taki był wymóg prawa a nie dlatego, że chciał sobie bzyknąć (choć jedno nie wyklucza drugiego)
Trzy - nie chodziło o żadne tam "zaspokojenie seksualne" a o spełnienie obowiązku.
Ale papiestwo w swej mądrości czepiło się masturbacji :-)
No i teraz całkiem spora część "chrześcijańskiej" społeczności na świecie ma pewien dyskomfort, prawda?
Prymitywne? Pewnie że prymitywne ale za to jakie skuteczne.

CUDZOŁÓSTWO - łac. adulterium, moechatum, gr.micheia
Ma cudzołóstwo dość wąskie znaczenie i zawiera się w terminie fornication czyli nierząd o czym w poprzedniej notce jest więcej, tu tylko przypomnienie.
W Biblii "nierząd" oznacza współżycie seksualne żony z kimś spoza związku małżeńskiego, cudzołożył również mężczyzna współżyjący z cudzą żoną, narzeczoną lub konkubiną.
Mężczyzna miał "lepiej" - kobiecie nie wolno było bzykać się z kimś innym niż mąż i mogła mieć jednego tylko męża, mężczyzna zaś mógł mieć wiele żon, konkubin i nałożnic, mógł też "korzystać" z niewolnic.[*] Drugie (a właściwie pierwsze) znaczenie cudzołóstwa to odstępstwo od wiary [**] poszczególnych osób lub całych narodów, oddawanie czci cudzym bogom, posążkom.
Zabawne jest to, że współczesne tzw. chrześcijaństwo rozciągnęło ten termin na wszystkie niemal grzechy związane z seksualnością jakie tylko sobie można wyobrazić. Jak choćby antykoncepcja.
W języku polskim i teologii katolickiej terminy "nierząd" i rozpusta" stosowane są zamiennie.
NIECZYSTOŚĆ - łac. inmunditia w NT gr - akatharsia
Ciekawostka - w Starym Testamencie termin ten określa dobrze ponad sto przykazań dotyczących czystości rytualnej, duchowej i seksualnej. Nieczyste bywało jedzenie, źle skonstruowane ubrania, nieczyste były też wydaliny - np.menstruacyjne ale też i kiedy ktoś zrobił kupkę :-)
W NT (w Rzm, 1 Kor i Dz) znacznie zawężono znaczenie nieczystości - odnosił się on do homoseksualizmu i uczestnictwa w pogańskich kultach seksualnych.
Papiestwo co prawda nie uznaje już bzykania się małżonków za nieczyste, ale i tak utrzymuje, że pozbawia ono jakowychś wymyślonych nagród w niebie, do którego nawiasem nikt wstępu i tak nie ma.
POŻĄDLIWOŚĆ i LUBIEŻNOŚĆ - łac. concupiscentia, desideratio, desiderium, libido, gr. - epitumia, epipoteo, orexis, patos.
No cóż - concupiscentia i słowa z rdzeniem desider w Biblii te oznaczają chęć zawładnięcia, zawłaszczenia cudzej własności.. Występują już w Dekalogu i odnoszą się do rozmaitych przedmiotów a także kobiet zamężnych - nie odnoszą się nijak do kobiet beżennych, zresztą wyłącza je z tego zakresu między innymi PnP.
Katolicyzm ukuł na tę okoliczność zupełnie nowe i zgoła debilne przykazanie "z Dekalogu": "Ani żadnej rzeczy która jego jest" - to przecież nic nie znaczy :-)
Jest i dodatkowy kłopot, bo "pożądanie" w Biblii wcale niekoniecznie jest grzechem. "Jezus pożądał obecności swoich uczniów" ale to w oryginale bo już w tłumaczeniach "tęsknił za".
W ST i świeckich tekstach z tamtego okresu "pożądanie" to była po prostu silna i uzasadniona potrzeba - np, pożywienia.
Grzechem staje się pożądanie dopiero gdy dotyczy cudzej własności i to tylko kiedy jest uzasadnieniem zamiaru jej zaboru albo zachowań typowych dla porneia, fornicatio.
W NT pożądanie jest nieco częściej wiązane z zachowaniami seksualnymi ale niemal wyłącznie w kontekście powrotu lub chęci powrotu do obyczajów kultywowanych nim ktoś stał się chrześcijaninem.
Nie miało pożądanie (w formie LIBIDO) dzisiejszego znaczenia - zmysłowości.
Oznaczało nieokiełznaną pożądliwość seksualną, skrajnie łamiącą reguły etyczne.
Sprawdźcie - słowo to występuje w kontekście nierządu (oczywiście w biblijnym sensie) Izralea w Egipcie i Asyrii, gwałtu prowadzącego do śmierci i dla opisania kultów orgiastycznych (ks Ezechiela, Sędziów i Kolosan)
NIEUMIARKOWANIE i PRZYJEMNOŚĆ - łac. luxuria, delicja, gr. - aselgeia, hedone
Rozrzutność, zbytek i rozpasanie :-)
W Biblii luxuria oznacza wszystko to, co jest ponad miarę, coś niepotrzebnie wybujałego.
Przede wszystkim dotyczy to obżarstwa i pijatyk, następnie zbędnego strojenia się, wystawności, przesady w korzystaniu z dóbr i ich trwonienie a także niebezpieczne i szkodzące innym zabawy dzieci.
Miewa też wyjątkowo znaczenie seksualne ale dotyczy wtedy orgiastycznych zachowań typowych dla świąt pogańskich związanych z płodnością czy urodzajem.
W Biblii w takim znaczeniu pisał o tym Piotr wspominając w Drugim Liście Sodomę i Gomorę.
Aselgeia to zaprzeczenie pojęcia selges oznaczającego umiar, zdrową miarę rzeczy.
Luxuria zaś oznacza zaprzeczenie cnoty zenut czyli skromności, umiarkowania.
A współcześnie luxuria tłumaczy się to jako rozpusta,wszeteczeństwo (co jest absurdem zupełnym) albo jako wyuzdanie co nasuwa siłą rzeczy nieodparte skojarzenia z seksualnością..
To są miazmaty przemyśleń ascetów pierwszych wieków, którzy w swoich wypaczonych rozumach przyjęli zupełnie bezzasadnie że chodzi wyłącznie o pozamałżeńskie współżycie seksualne w szczególności zaś pożycie przedmałżeńskie. Głodnemu chleb na myśli.
Nie zgadza się to ani z etymologią używanych w Biblii słów, ani z ówczesną kulturą ani - co ważne - z samą Biblią.
To samo dotyczy słowa delicja (gr, hedone).
W ST hedone wcale nie oznaczało grzechu - używano go na określenie przyjemności, obfitości, zabawy i radości, miało więc wydźwięk pozytywny. Zabarwienie negatywnego nabierało wówczas tylko, gdy dotyczyło zachowań nacechowanych przesadą, wyłącznym oddawaniu się temu czy skupieniem się na ich zdobywaniu.
Panowie asceci dokonali przedefiniowania znaczenia - odtąd delicja to "rozkosz" lub "uciechy seksualne" i tak to jest obecnie tłumaczone, szczególnie w Nowym Testamencie. Jest to niezgodne z biblijnym kontekstem - używane terminy mają bowiem bezpośrednie odwołania do rzeczy z seksem nie mających nic wspólnego i odnoszą się zwykle do nieumiarkowania czyli bezrozumnego korzystania z dóbr materialnych i przyjemności i koncentrowaniu się na nich.
Dzięki tym zabiegom grzech nieumiarkowania w jego prawdziwym znaczeniu praktycznie znika z kart Nowego Testamentu...
Co ciekawe - w katolickim katechizmie grzech nieumiarkowania jest przedstawiony bardzo rozumnie, w katalogu tzw. siedmiu grzechów głównych które są niczym innym jak uszczegółowieniem grzechu nieumiarkowania.
Trzeba tu koniecznie zatrzymać się nad tym nieumiarkowanem. Luxuria (aselgeia) pojawia się niemal w każdej księdze NT co świadczy o tym, że jest to istotna zagadnienie moralne.
Ale - jako że Biblia jest księgą pozytywną i skupia się na pozytywach - popatrzmy na znaczenie słowa
UMIARKOWANIE.
To nic innego jak "trzymanie zdrowej miary". We wszystkim co robimy. Przedstawienie tego w taki sposób nie powinno budzić w nikim protestów - ostatecznie większość ludzi zgodzi się, że przesadą jest wybicie stada krów bo ktoś chce zjeść obiad podobnie jak kupno fabryki samochodów żeby mieć czym dojeżdżać do pracy. Nie tylko samo tego typu zachowanie odbieramy jako "głupie" ale i tak motywowane dążenie do tego zbyt mądre nie jest- czyż nie?
Umiarkowanie traktowane było jako cnota w Izraelu, było cnotą w przedchrześcijańskim Rzymie i Grecji - teraz też wszyscy (przynajmniej werbalnie) cenimy umiarkowanie.
Jest oczywiście umiarkowanie zasadniczym elementem etyki chrześcijańskiej - bo jest czymś normalnym.
Umiarkowanie to po łacinie abstinere
W językach starożytnych (no i w Biblii) abstinere używane jest również w znaczeniu "wyrzekać się" czy "stronić od" ale wówczas zawsze występuje z przyimkiem "a" i dopełnieniem w postaci ablativu na przykład abstine a fornicatione co oznacza "Strzeż się nierządu".
Ojcowie i wujowie kościoła, którym ascetyzm rzucił się na głowy przeakcentowali znaczenie abstine i obecnie anstynent oznacza kogoś, kto całkowicie powstrzymuje się od czegoś podczas gdy w istocie abstynent to ktoś zachowujący zdrowy umiar.
Te zabiegi wokół znaczenia słów całkowicie wypaczyły sens całego moralnego nauczania Biblii w tym i Nowego Testamentu i wręcz uniemożliwiają zrozumienie tego, co Biblia właściwie o tym mówi.
Ale znakomicie za to spełniły swoją rolę w spotęgowaniu wpływu papiestwa na zachowanie ludzi i na rozumienie przez nich rzeczywistości.


[*](Uzasadnienie tej nierówności istnieje, nawet dość sensowne ale wykracza poza ramy tej notki.)

[**](Użyłem określenia "odstępstwo od wiary" ze względu na jego powszechność ale prawidłowo powinno być "odstępstwo od Boga" bo pierwotnie wiara w Boga była oczywistością a w istocie chodziło o bliższe, osobiste z Nim relacje. Teokracja to bowiem nie rządy kleru a bezpośrednie rządy Boga - znowu rzecz warta odrębnej notki.)

Brak komentarzy: